Cicha plaga odpadów. Polska intensyfikuje walkę z nielegalnymi składowiskami

Przez lata problem nielegalnie składowanych odpadów pozostawał na marginesie debaty publicznej. Dziś wraca z pełną siłą, ujawniając skalę zaniedbań i zagrożeń dla zdrowia oraz środowiska. Państwo mobilizuje środki i zasoby, ale – jak podkreślają eksperci – to dopiero początek długiej drogi.

W 2026 roku na likwidację nielegalnych składowisk odpadów przeznaczono kolejne 200 mln zł. To następny etap programu, w ramach którego do tej pory wydano już około pół miliarda złotych. – „Nie możemy odkładać tych działań na później. Każdy rok zwłoki oznacza większe ryzyko dla ludzi i środowiska” – zaznacza minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. – „Przyspieszamy, bo skala zagrożeń jest realna i wymaga zdecydowanej reakcji”.

Tylko w ubiegłym roku udało się usunąć 17 tys. ton odpadów z 10 lokalizacji. W tym roku działania obejmą kolejne 12 miejsc, a wsparcie finansowe trafi równolegle do następnych kilkunastu.

Problem, którego wciąż do końca nie znamy

Największym wyzwaniem pozostaje skala zjawiska. Dane Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska mówią o ponad 1000 lokalizacji wymagających pilnej interwencji. – „To liczby, które pokazują, że mamy do czynienia z problemem systemowym, a nie pojedynczymi incydentami” – zauważają eksperci rynku.

Najwyższa Izba Kontroli od lat alarmuje, że państwo nie ma pełnego obrazu sytuacji. – „Nie wiemy dokładnie, ile takich miejsc istnieje ani jakie zagrożenia generują. Bez tego trudno budować skuteczny system przeciwdziałania” – wskazywano w jednym z raportów NIK.

Samorządy na pierwszej linii

W wielu przypadkach odpowiedzialność za usunięcie odpadów spada na samorządy. Problem w tym, że koszty takich operacji są ogromne, a sprawcy często pozostają nieznani. – „Dla gmin to obciążenie, którego nie są w stanie udźwignąć samodzielnie” – mówi jeden z samorządowców zaangażowanych w program. – „Bez wsparcia państwa wiele z tych miejsc nadal stanowiłoby zagrożenie”.

Dziś system dofinansowania pokrywa nawet do 99 proc. kosztów, co pozwala lokalnym władzom podejmować działania, które wcześniej były poza ich zasięgiem.

Technologia i doświadczenie decydują o powodzeniu

Usuwanie niebezpiecznych odpadów to proces znacznie bardziej skomplikowany niż mogłoby się wydawać. Każda lokalizacja wymaga indywidualnego podejścia. – „To nie jest zwykłe sprzątanie. Najpierw trzeba dokładnie zidentyfikować odpady, ocenić ryzyko, a następnie zaplanować cały proces – od zabezpieczenia miejsca po transport i przetworzenie” – wyjaśnia Kamil Berdzik z firmy EPICHEM.

Jak podkreśla, kluczowe jest bezpieczeństwo na każdym etapie. – „W wielu przypadkach mamy do czynienia z substancjami nieznanego pochodzenia. Błąd na etapie identyfikacji może mieć poważne konsekwencje” – dodaje.

Likwidacją bomb ekologicznych w Polsce zajmują się wyspecjalizowane przedsiębiorstwa z branży gospodarki odpadami niebezpiecznymi. Należą do nich m.in. Mo-Bruk S.A. – lider rynku, działający w konsorcjum z firmą EPICHEM – a także Eneris Proeco, Port Service czy ZUO Konin. Firmy te oferują kompleksowe usługi: od identyfikacji i zabezpieczenia składowisk, przez transport, aż po unieszkodliwianie i rekultywację zanieczyszczonych terenów.

Realne efekty w terenie

Jednym z przykładów skutecznych działań jest Szczerców, gdzie w 2025 roku zakończono usuwanie niebezpiecznych odpadów zalegających od lat.

– „Dla mieszkańców to ogromna zmiana. Mówimy o miejscu, które przez lata budziło obawy i poczucie zagrożenia” – podkreślają lokalne władze. Z terenu usunięto blisko 1400 ton odpadów, a koszty – dzięki dokładnej weryfikacji – okazały się niższe od pierwotnych szacunków. – „To pokazuje, jak ważna jest rzetelna diagnoza na początku całego procesu” – komentują eksperci konsorcjum, które zrealizowało projekt Mo-Bruk i Epichem.

Nowe podejście: odzysk zamiast utylizacji

Coraz większe znaczenie zyskują również technologie pozwalające odzyskiwać surowce z odpadów niebezpiecznych. – „Nie wszystko musi trafiać do spalenia. W wielu przypadkach możemy odzyskać wartościowe substancje i ponownie wykorzystać je w przemyśle” – wskazują przedstawiciele branży.

Przykładem zastosowania takich rozwiązań jest wybudowana przez firmę EPICHEM nowoczesna linia do przetwarzania Ługów Sodowych, które są odpadem pochodzącym z rafinacji ropy naftowej. Drugi innowacyjny projekt w trakcie budowy realizowany przez EPICHEM to instalacja chemiczna do przetwarzania odpadów chlorowcopochodnych, które mogą być odpadami z procesu produkcji tworzyw sztucznych PCV lub z pralni chemicznych. Projekt współfinansowany m.in. ze środków Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Poza tym zakład jako jeden z nielicznych w Polsce zajmuje się odzyskiem surowców chemicznych (np. rozpuszczalników) z odpadów niebezpiecznych.

Czas decyzji

Choć działania przyspieszają, eksperci są zgodni: Polska stoi przed wieloletnim wyzwaniem. – „Najważniejsze jest utrzymanie tempa i konsekwencji” – podkreślają przedstawiciele branży. – „Bez systemowego podejścia i stabilnego finansowania nie uda się rozwiązać problemu”.

Rząd zapowiada kontynuację programu do 2027 roku, ale już dziś wiadomo, że jego efekty będą odczuwalne znacznie dłużej. – „To inwestycja nie tylko w środowisko, ale przede wszystkim w bezpieczeństwo ludzi” – podsumowuje minister Hennig-Kloska.